Bitwa o resztki

Proszę się nie dziwić, jakim cudem tego ziarna jeszcze nie zabrakło przez tak długi czas. Przecież dokupiłem kilogram słonecznika i dosypałem 🙂  Ale to już na prawdę koniec w tym sezonie. W karmniku resztki, po części zwiórowane, ale póki najmniejszy okruch jest, karmnik będzie stał. Oczywiście bitwa o te resztki to moje nadużycie – niektóre gatunki ptaków tak mają, że przepędzają inne gatunki i osobniki swojego gatunku z karmnika, a nadto boje toczą między sobą. Z dzisiejszych bywalców właśnie dzwońce i mazurki tak mają, przy czym mazurki raczej rozrabiają, a dzwońce przeganiają i walczą. Czasem wręcz tłuką się na potęgę. Dziś udało mi się aparatem fotograficznym nagrać kilka takich scen. Film ma ok. 2,5 minuty, ale po zmontowaniu sam jeszcze raz z uśmiechem go obejrzałem.

Miłego oglądania 🙂

Prapoczątki

Zaczęło się od tego, że w miarę rehabilitacji Grażyna wracając z pracy relacjonowała, gdzie i jakie ptaki słyszała. Po kilkunastu latach ich niesłyszenia. A to stado kawek czy gawronów, a to stado szpaków, a to coraz częściej pojedyncze ptaki. Niedługo później działka zaczęła dla niej odżywać na nowo. Do świata obrazów dołączył świat dźwięków. Świat w miarę postępów rehabilitacji coraz bogatszy. Jeśli uwzględnić, że należy się liczyć z tym, że powrót do 100% naturalnej słyszalności może nie być możliwy, to dziś ten świat dźwięków jest w pełni bogaty. I niesamowicie przyjemny.

Później rzeczy następowały bardzo szybko. Zainteresowałem się i ja nieco bardziej ptakami. Próbuję je rozpoznawać zarówno po wyglądzie, jak i po odgłosach, uczę się tego i mimo że w sferze odgłosów ubogo to jeszcze wygląda, to staję się coraz bardziej na te odgłosy wyczulony i coraz częściej rejestruję głosową obecność ptaka poza zasięgiem wzroku, mimo że jeszcze pół roku temu nie miałbym świadomości jego obecności. Rozpoznanie nawet tylko tych kilku znanych ptaków, świadomość, że gdzieś za plecami żeruje kos, daleko po lewej sroka się odzywa, a na sąsiedniej działce sikorki buszują w krzewach, sprawia, że coraz bardziej czuję się być wewnątrz ich świata i bliżej natury.

http://www.xeno-canto.org/

Latem zbudowałem „tymi rencami” 2 budki lęgowe, a do resztek materiału, jaki mi został, dokupiłem płytę sklejki i zrobiłem jeszcze karmnik, zamiast go kupować. Jakiś piękny to on nie jest, ale kiedy patrzę na to, co można kupić w sklepach, rośnie we mnie poczucie wartości własnego dzieła.

(c) Jaroslaw LECH

Pradzieje

Gdyby chcieć zacząć od samego początku, należałoby się zająć… laryngologią.

Grażyna od wielu lat traciła słuch. Stopniowo, powoli w ciągu kilkunastu ostatnich lat słyszała coraz mniej. Dzwonek u drzwi przestał działać, telefon zaniemówił, ludzie byli prawie niesłyszalni, a koncerty w filharmonii coraz bardziej były wydarzeniami towarzyskimi, niż muzycznymi. Brzmienie świata systematycznie zanikało. Żaden aparat słuchowy nie był odpowiedni do jej wady.

Udało nam się znaleźć około roku 2005 Instytut Fizjologii i Patologii słuchu, ale wizyta w 2006 roku nie przyniosła efektów. Dopiero gdy sytuacja mocno nabrzmiała, pod koniec roku 2013 pojawiliśmy się najpierw w gabinecie profesora Henryka Skarżyńskiego, aby w końcu w czerwcu 2015 roku doczekać operacji wszczepienia implantu ślimakowego.

To był trudny początek dłuższej drogi, wcale nie łatwiejszej drogi rehabilitacji (zadziwiające, ile wiedzy, doświadczeń naukowych kryje się pod tak prostą, zdawałoby się, wizytą rehabilitacyjną u surdologopedy), ale całość wydarzeń, choć jeszcze trwa, już była wielką rewolucją w życiu. Odzyskać słuch, to jak narodzić się na nowo. Ja tego nie doświadczyłem, ale widzę to, obserwując Grażynę.

http://whc.ifps.org.pl/

A jednak się nie wybrała

No jak to kto i dokąd? Sójka przecież, za morze! 🙂 Nie wybrała się, została w Opolu i przychodzi podjeść do naszej stołówki. Dzisiaj przynajmniej się pojawiła, po raz pierwszy została przyuważona.

Sójka

Jakieś 2-3 dni temu zauważyłem na bardzo słabej jakości filmie z kamery cienie dwóch ptaków wyraźnie większych, niż kos, ale nie pasujących mi do srok, których w okolicy widać najwięcej. Zatrzymały się na chwilę na gałęziach gruszy (po prawej stronie, gdzie jabłka dla kosa) i poleciały dalej. To już wtedy mogły być sójki na rozpoznaniu terenu 🙂

Dziś sporo bogatek przyleciało pojeść, modraszka i czarnogłówka również, i kos wcinał jabłko, aż mu się ogon trząsł 🙂

Bogatka i czarnogłówka.
Kos tnie jabłuszko aż miło.

I na dokładkę dzisiejsza składanka filmowa.

Miłego oglądania 🙂